Projekt 100KRK
Nie samym kodem i marketingiem człowiek żyje. Choć tworzenie oprogramowania oraz promocja produktów dają przestrzeń do realizacji interesujących projektów, w praktyce są to dziedziny dość statyczne i — nie ma co się oszukiwać — schematyczne.
Moje życie to specyficzna mieszanka technologii, marketingu i motocyklizmu. Ten ostatni zazwyczaj służył mi jako ucieczka od spraw zawodowych, ale nadszedł czas, by te wszystkie światy ze sobą połączyć. Pisząc to, uświadomiłem sobie pewien paradoks: zamiast odseparować hobby od pracy, postanowiłem je jeszcze mocniej spoić. Z drugiej strony, programowanie, grafika i technologia od zawsze były moją pasją, więc trudno tu mówić o błędzie – to raczej naturalna ewolucja.
Obok tych nudnych zajęć, jak podróże i ślęczenie przed monitorem, moją listę zainteresowań wypełnia tematyka postrzegana przez wielu jako jeszcze mniej ekscytująca: historia, krajoznawstwo, archeologia i geologia. To prawdziwa zupa ze wszystkiego, która sprawia, że każda trasa – pokonywana pieszo, na rowerze czy motocyklu – staje się wyzwaniem. Trudno mi skupić się tylko na jeździe, bo co chwilę dostrzegam coś, co zmusza mnie do postoju.
Mieszkając w Krakowie, na brak bodźców w tych dziedzinach narzekać nie mogę. Jest ich wręcz nadmiar. Wystarczy przekroczyć próg domu. I nie ma w tym przesady – w tym mieście wystarczy spojrzeć pod nogi, by cofnąć się o 100, 500 czy 5000 lat. Często jednak te ramy czasowe są znacznie szersze i łatwiej je ulokować na tabeli stratygraficznej niż wypisać wszystkie zera.
Nawet ten tekst piszę, siedząc na obszarze objętym ścisłą ochroną konserwatorską, który zasługiwałby na własną, odrębną mapę geologiczną. Te dwa światy – archeologiczny i geologiczny – łączą się tutaj w sposób nierozerwalny.
Niestety, rozwój miasta mierzony w tysiącach kubików wylewanego betonu systematycznie zaciera to, co wyróżnia Kraków na tle innych regionów. Beton zalewa fundamenty przeszłości, odrywając myśli od spraw, które dla dawnych mieszkańców stanowiły codzienność.
Postanowiłem urozmaicić czas między dalekimi wyjazdami i spróbować uchwycić urywki ginącego świata – resztki przeszłości wciąż obecne na powierzchni i tuż pod nią oraz ukazać walory regionu, które ukryte nieco dalej od głównych szlaków, często pozostają niezauważone.
Prawda jest taka, że ten projekt to dla mnie dodatkowa motywacja, by częściej odrywać się od ekranu i spędzać czas w terenie, do którego naturalnie mnie ciągnie. Jakby nie patrzeć, obie te kwestie – technologię i pasję do odkrywania – można bez trudu połączyć
100KRK
Pojawia się jednak pytanie o zasięg. Małopolska jako region historyczny to obszar zbyt rozległy, by ogarnąć go w pojedynkę i to w dość ograniczonym czasie. Z kolei sam Kraków wydaje mi się zbyt ciasnym poletkiem – szczególnie gdy do jego odkrywania używa się jednośladu z silnikiem spalinowym, który aż prosi się o dłuższą trasę
Przyjąłem więc rozwiązanie geometryczne: punktem centralnym serwisu jest Kraków — a dokładniej jego ścisłe centrum — natomiast promień zainteresowań wyznacza dystans 100 kilometrów. Skoro tematyka obejmuje miasto oraz jego dalsze otoczenie w takim właśnie zasięgu, nazwa projektu mogła być tylko jedna: 100KRK.

Nie mam jednak zamiaru kurczowo trzymać się wyznaczonego zasięgu. Wykreślenie idealnego okręgu wokół miasta objęłoby regiony, które historycznie i kulturowo są z Krakowem związane dość luźno – mam tu na myśli szczególnie tereny dawnego Księstwa Oświęcimskiego czy dzisiejsze Zagłębie. Z drugiej strony, skoro serwis w dużej mierze skupia się na motocyklizmie, chcę pokazać krakowskim motocyklistom (i nie tylko), dokąd warto się stąd wybrać, jeśli uznamy Kraków za bazę wypadową.
Serce projektu
Gdy od czasu do czasu dzielę się zdjęciami z moich wyjazdów, zazwyczaj otrzymuję pytania o możliwość podrzucenia trasy. Zatem to właśnie wokół mapy będzie kręcić się cała tematyka serwisu. Ze względów technicznych, licencyjnych i kosztowych, bazę projektu stanowić będzie OpenStreetMap. Choć nawigacja bywa wygodniejsza w Google Maps, to otwartoźródłowa alternatywa wygrywa szczegółowością danych terenowych.
Na mapie znajdą się zarówno główne atrakcje regionu, jak i te zupełnie niszowe. Każda trasa – opisana mniej lub bardziej szczegółowo – otrzyma swój odpowiednik w formie wpisu blogowego lub artykułu.
Czy serwis stanie się aplikacją z planerem tras? Technicznie jest to możliwe, a dostarczenie takiej funkcjonalności wiązałoby się głównie z implementacją OSRM (Open Source Routing Machine). Mam jednak wątpliwości, czy gra jest warta świeczki. Im więcej funkcji, tym więcej potencjalnych błędów i czasu potrzebnego na utrzymanie systemu, a przecież moim priorytetem pozostaje treść oraz sama eksploracja terenu.
Z drugiej strony, będąc deweloperem, wręcz trudno nie zająć się techniczną stroną projektu we właściwy sposób. Łatwo jest przecież narzekać na niedociągnięcia u innych, a samemu nie robić nic, by to zmienić.
Na rozdrożu
Będąc jednocześnie deweloperem i marketingowcem, czuję się czasem jak Dr Jekyll i Mr Hyde. Z jednej strony internetowy ekshibicjonizm zupełnie nie pasuje do mojego spojrzenia na świat, z drugiej – dzisiejsza rzeczywistość wymaga, by projekt zaistniał w mediach społecznościowych, choćby w okrojonej formie. To zresztą naturalne. Po co pracować nad takim przedsięwzięciem, by potem chować je przed światem?
Osobną kwestią jest możliwość odkurzenia przerzucanych z kąta w kąt narzędzi: dronów, kamer i aparatów. To świetna okazja, by podszkolić się w umiejętnościach, które dziś – przynajmniej dla pokoleń urodzonych ze smartfonem w ręku – wydają się wręcz naturalne. A jak to wyjdzie, nie wiem. Czas pokaże.
Bez możliwości odwrotu
Domena 100krk.pl zakupiona. 15,53 zł wydane, a zatem odwrotu nie ma. Czas klepać kod, serwisować motocykle, odkurzyć rowery i zacząć się ruszać. Z tyłu głowy pojawiają się co prawda obawy o utratę najważniejszego aktywu – zapału. Mam jednak wrażenie, że na tym etapie życia energia do działania płynie już z zupełnie innych źródeł, więc nie zamierzam zaprzątać sobie głowy takimi czarnowidztwem.
Podsumowując: do zobaczenia już za moment. Zarówno na trasie, jak i w sieci.