Powrót do blogowania
Ostatni raz do klawiatury, a dokładniej do wykorzystywania jej jako narzędzia do pisania treści blogowych, przysiadłem w zupełnie innej rzeczywistości. Nie istniały jeszcze wszechobecne modele językowe AI, a świat, nie tylko ten technologiczny, wyglądał bez nich po prostu inaczej.
Powrót do blogowania nie ma jednak nic wspólnego z wielkimi życiowymi dramatami, kryzysem wieku średniego ani innymi wątkami, które nadawałyby się na łamy tabloidów. Choć muszę przyznać, że autorzy sensacyjnych historii o trzymaniu szafy po nocach czy innych życiowych katastrofach byli po pojawieniu się AI chyba jedną z najszczęśliwszych grup społecznych. Mogli wreszcie, a wręcz musieli, podjąć decyzję o radykalnej zmianie swojego życia.
Choć kto wie, być może absurdalność tych publikacji jest już tak zaawansowana, że żaden, nawet najbardziej rozwinięty model językowy, nie potrafiłby ich wygenerować. Nie mam pojęcia.
Choć od tamtego czasu świat mocno się zmienił, powodem mojego powrotu do blogowania jest jak zwykle chęć przetestowania wybranych rozwiązań w praniu. Framework Gatsby, na którym opierało się poprzednie wydanie serwisu, został zastąpiony przez Astro. Większość kodu wygenerowały modele GPT-5.2, Claude lub Gemini, a Blender wykorzystywany do tworzenia grafik ewoluował w międzyczasie z wersji 3.x do piątki z groszami.
To spore zmiany. Rozwijając kwestię wspomnianych modeli i tłumacząc sens tych technologicznych przeskoków, wystarczy wspomnieć, że w pojedynkę żaden z nich po prostu nie poradził sobie z postawionym mu — moim zdaniem bardzo prostym — zadaniem. Zacząłem od Copilota, który poległ na całej linii. W tym kontekście zupełnie nie dziwi mnie decyzja GitHuba o rezygnacji z agresywnego promowania płatnych subskrypcji. U mnie Copilot zostaje, ale wyłącznie w wersji bezpłatnej i tylko jako wtyczka do VSC.
Testowałem Cursora, Windsurfa i parę innych opcji. Ostatecznie na placu boju pozostał ten drugi. Muszę jednak przyznać, że wprowadzenie w życie tego małego projekciku na Astro kosztowało mnie sporo czasu i nie lada uporu. Brzmi to może banalnie, ale spróbujcie znaleźć w sieci gotowe rozwiązanie, które natywnie łączy i18n, tagi, paginację i sprawną wyszukiwarkę. Okazuje się, że to zestawienie praktycznie niespotykane — a przynajmniej ja na takie nie trafiłem.
Na pewno nie jest to technologiczna ściana, ale najwyraźniej albo dokumentacja jest dość ciężkostrawna, albo zapotrzebowanie na taki pakiet funkcjonalności okazuje się wyjątkowo rzadkie.
Tak czy owak, blog wraca do życia. Choć trudno mi określić, jak trwały będzie to byt, pewne jest jedno: temat znienawidzonych modeli językowych i opartych na nich rozwiązań będzie, chcąc nie chcąc, stanowił jego znaczną część.