Co zamiast Figmy?
Uciążliwe realia rynku zdominowanego przez zamknięte formaty i narzucone rozwiązania powoli odchodzą do lamusa. Choć na ostateczną transformację przyjdzie nam poczekać jeszcze kilka lat, kierunek zmian jest już wyraźnie widoczny. Skoro w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się deklaracje o chęci odcięcia się od ekosystemu Microsoftu, nie można mieć co do tego złudzeń.
W branżach niezależnych od sztywnych wymogów urzędowych powiew zmian poczuliśmy już kilka lat temu, głównie za sprawą pandemii, która wymusiła cyfrową ewolucję w sektorze ICT. Nieco inaczej sytuacja wygląda w świecie szeroko pojętego designu, gdzie tradycyjne projektowanie wciąż tkwi w objęciach „betonowego” pakietu Adobe. Jednak w sferze UI/UX odejście od starych standardów nastąpiło znacznie szybciej, choć wcale nie musiało to oznaczać pełnej wolności dla samych twórców.
Doskonałym przykładem tej dynamiki jest Figma. Pojawiła się w 2012 roku i po wygraniu starć z Adobe XD oraz Sketchem, pewnie rozsiadła się na fotelu lidera. Trudno tutaj mówić o prostej zamianie siekierki na kijek”, bo Figma oferuje obiektywnie najwięcej możliwości, ale jednocześnie stała się nowym hegemonem. Obecnie brak biegłości w obsłudze tego narzędzia stał się barierą, która praktycznie odcina projektantom drogę do zespołów projektowych.
Jednocześnie warto zwrócić uwagę na inne przetasowania na rynku, takie jak przejęcie firmy Serif Ltd przez Canvę. W wyniku tej transakcji powstał zintegrowany pakiet Affinity, który już w swojej wcześniejszej, rozproszonej formie stanowił najpoważniejszą przeciwwagę dla rozwiązań Adobe. Czy Affinity zdoła uszczknąć zauważalny kawałek rynkowego tortu — i co ważniejsze, czy zdąży przed nadchodzącą rewolucją — to już zupełnie inna historia.
Penpot
Choć zmiany w dziedzinie projektowania grafiki cyfrowej oraz interfejsów (UI) i doświadczeń użytkownika (UX) są już nader widoczne, trudno oszacować, kiedy i w jakiej formie ostatecznie się wykrystalizują. Z tego powodu odłożę na bok mgliste projekcje przyszłości i przejdę do rozwiązania bardziej przyziemnego oraz namacalnego.
Przez lata projektowanie UI w środowisku Open Source (a dokładniej FLOSS) niemal nie istniało lub ograniczało się do tradycyjnych metod, takich jak ołówek i kartka. Projektanci często musieli polegać na zamkniętym oprogramowaniu lub adaptować narzędzia stworzone do zupełnie innych celów – mowa tu chociażby o edytorze grafiki wektorowej Inkscape czy programie do tworzenia diagramów Dia.
Ten etap przeszedł do historii m.in. dzięki Penpot – otwartoźródłowej alternatywie dla Figmy. Warto jednak zaznaczyć, że wspomniana “namacalność” jest tu w pewien sposób ograniczona. Penpot to narzędzie funkcjonujące z zasady w środowisku serwerowym, podobnie jak Adobe XD czy wspomniana Figma.
Brak możliwości instalacji aplikacji w standardowy sposób (poprzez zwykły instalator systemowy) nie oznacza jednak, że jesteśmy uwiązani do głównej instancji producenta. Choć wdrożenie (deploy) z wykorzystaniem Dockera czy Kubernetes może wydawać się dla wielu użytkowników wypłynięciem na nieznane wody, to w dobie wszechobecnej sztucznej inteligencji, dla chcącego nic trudnego.
Oczywiście, aby przetestować i zacząć korzystać z omawianego rozwiązania, stawianie własnej instancji nie jest konieczne. Penpot umożliwia bowiem całkowicie bezpłatne korzystanie z narzędzia online, gdzie do rozpoczęcia pracy wystarczy jedynie zalogowanie się do systemu. Warto przy tym podkreślić, że czasy oprogramowania otwartoźródłowego, którego interfejs przypominał snopowiązałkę i zagrażał zdrowiu psychicznemu użytkowników, już dawno minęły, choć oczywiście od tej reguły należy tradycyjnie wyjąć GIMP-a.
Tak czy inaczej, Penpot to narzędzie w pełni nowoczesne, które oferuje kolaborację w czasie rzeczywistym, zaawansowane zarządzanie projektami, tworzenie komponentów oraz bibliotek zasobów, a także wersjonowanie, prototypowanie i łatwe udostępnianie projektów online. Być może nie jest to jeszcze stuprocentowy odpowiednik Figmy pod każdym względem, ale dla wielu użytkowników ten brak „przeładowania” funkcji będzie wręcz zaletą. Niestety rozwiązania stanowiące rynkowy standard, a częściej po prostu przymus, mają tendencję do niepokojącego puchnięcia, podczas gdy Penpot pozostaje wciąż lekką i przemyślaną alternatywą.
Tak, znowu będzie o AI
Prędkość, z jaką rozwiązania wykorzystujące generatywne modele językowe wkraczają w coraz to nowsze dziedziny, może być dla wielu zaskakująca. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że dla znacznej części społeczeństwa to cicha rewolucja, której dotąd po prostu nie odnotowali. Niezależnie od indywidualnego oglądu rzeczywistości, automatyzacja na dobre wkroczyła również do świata projektowania UI/UX.
Pierwsze podejścia i badania możliwości w tym zakresie miały miejsce już kilka lat temu, jednak dziś widać wyraźnie, że sztuczna inteligencja nie tylko stanie się nieodzownym elementem pracy projektanta, ale wielu z nich po prostu kompletnie zastąpi.
Rozwiązań próbujących swoich sił w tej dziedzinie było i jest oczywiście cała masa. Jednak podobnie jak w przypadku aplikacji służących do generowania obrazów czy materiałów wideo, przeważająca część z nich stanowi jedynie wtórną kalkę istniejących już implementacji. Warto w tym miejscu dodać, że i Figma wzbogaciła się jakiś czas temu o zestaw funkcji AI, choć aktualnie deweloperzy tego rozwiązania starają się nie wzbudzać zbyt wielu skrajnych emocji.
W oficjalnych komunikatach zaznaczają ostrożnie, że sztuczna inteligencja służy jedynie do automatyzacji najbardziej powtarzalnych i żmudnych zadań. Biznes to biznes, a użytkownicy chcą wierzyć, że każdy z nich jest absolutnie niezastąpiony i tworzy niepowtarzalne projekty.
Stitch
By uzmysłowić sobie, w którym miejscu aktualnie się znajdujemy, najlepiej sprawdzić możliwości AI na własnej skórze. W tym celu warto zwrócić uwagę na darmowe rozwiązanie Stitch od Google, które choć nadal znajduje się w fazie beta, dość dobrze ilustruje, z czym w najbliższym czasie mierzyć się będzie branża. Wystarczy jeden, nawet niezgrabny prompt, by po chwili otrzymać gotowy interfejs wraz z prototypem, dającym możliwość przetestowania UI w naturalny sposób. Oczywiście nie jest to jeszcze narzędzie, które wygryzie Figmę i pracę doświadczonych projektantów, ponieważ brakuje mu zaawansowanych bibliotek, komponentów czy szerzej ujętego Design Systemu. Ale…
Kto mając do czynienia z różnymi systemami projektowymi i przedsiębiorstwami, które takowe “narzędzia” posiadają, może z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jest to opcja, bez której nie można się obejść? Ile razy założenia Design Systemu ulegają presji czasu, indywidualnemu podejściu zleceniodawców czy zwykłemu niezrozumieniu idei stojącej za takim pakietem? Ile czasu zajmuje przygotowanie pełnego systemu i czy taki w rzeczywistości w ogóle istnieje? A jeśli nawet, to czy odbiorcy są w stanie zauważyć i wykorzystać płynące z niego korzyści? Przecież w świecie, gdzie trendy zmieniają się w mgnieniu oka, AI może okazać się szybsze i skuteczniejsze niż najbardziej rozbudowana, ale sztywna dokumentacja.
Moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze albo że nie dobrze.
Z jednej strony zagarnięcie przez AI kolejnej dziedziny twórczości wydaje się aktem dość przygnębiającym, z drugiej jednak - nie sposób zliczyć projektów po prostu słabych, których interfejsy potrafią wręcz odebrać chęć do życia. Generowanie UI z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, oparte na dotychczasowej wiedzy i najlepszych doświadczeniach użytkowników, nie tylko rozwiązuje ten problem, ale co ważniejsze - pozwala programistom (czy też, jak dziś lepiej ich określać: twórcom) na błyskawiczne przelanie własnej wizji w zmaterializowane, funkcjonalne rozwiązanie.
Bez potrzeby mozolnego budowania zespołów interdyscyplinarnych, bez ponoszenia ogromnych kosztów finansowych i bez ryzyka związanego z nieprzewidywalną ludzką naturą. Oczywiście to ponownie wizja pozbawiona tzw. wyższych uczuć i mitycznego „ludzkiego pierwiastka”, ale być może - w tym konkretnym przypadku 0 to nawet lepiej.